Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Home » Oblicza historii » Polskie szwadrony śmierci
Polskie szwadrony śmierci

Polskie szwadrony śmierci

Czy to na szkolnych lekcjach historii, czy to w rodzimych publikacjach historycznych, czy to w polskiej kinematografii, dzieje naszego kraju przedstawiane są w bardzo pozytywnym świetle. Według tego krystalicznego wizerunku, Rzeczpospolita Polska to kraj złożony ze szlachetnych ludzi i samych bohaterów, którzy swoją nieskazitelną postawą przyczyniali się rozsławiania dobrego imienia Rzeczypospolitej, a oni sami winni uchodzić za godny naśladowania wzór cnót. Najznamienitsze postaci historyczne, związane z naszym krajem, to ludzie wielcy, prawi i szlachetni. Jeśli nawet w ich życiorysach pojawiały się niepożądane wydarzenia, raczej skwapliwie się o nich przemilcza, uwypuklając jedynie pozytywne aspekty z życia tychże postaci.

Sytuacja wygląda identycznie – a może nawet jeszcze bardziej – w przypadku polskiego oręża. W takich obiegowych opiniach, nierzadko podtrzymywanych przez najbardziej renomowanych historyków naszego kraju, żołnierz polski to bohater i patriota, obrońca uciśnionych, szlachetny wobec dam i rycerski wobec wrogów. Nigdy nieskalany najmniejszym nawet podejrzeniem o dokonanie ohydnych czynów, które jakże często skłonni jesteśmy przypisywać – zresztą nie bez racji – przedstawicielom innych narodów. No, może z wyjątkiem słynnych Lisowszczyków, o których zapewne wielu z nas słyszało, a którzy słynęli zarówno  z szaleńczej odwagi, jak i okrucieństwa nie tylko wobec nieprzyjaciół, ale nawet wobec napotkanych na drodze ich marszruty osób całkiem postronnych.

Kossak_Lisowczyk

Lisowszczyk – rysunek Juliusza Kossaka

Przy okazji rozwinięcia tego wątku, siłą rzeczy nasuwa się pytanie: czy to możliwe, żeby Polacy aż tak bardzo różnili się od przedstawicieli innych nacji, że w czasie licznych wojen, których uczestnikami byli nasi rodacy, ani jeden raz nie dopuścili się czynów haniebnych niezgodnych z zasadami prowadzenia wojny? Czy polscy żołnierze mają na swoim koncie zbrodnie wojenne? Jeśliby się przyjrzeć dokładniej „chwale” polskiego oręża, to okazuje się, że wspomniana formacja konna nie była jedyną polską siłą zbrojną, która ma na swoim sumieniu mordy i pacyfikacje.

W internecie trudno jest odnaleźć polskojęzyczną stronę, traktującą o tym wstydliwym temacie. Najpewniej wynika to z bardzo ograniczonego materiału źródłowego. Poza tym, kwestia ewentualnych zbrodni wojennych, dokonywanych przez polskie władze, wojsko czy ludność cywilną, dla nas, Polaków, wydaje się szokująca. Zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę fakt to, że przez całe lata wpajano nam wiedzę o bohaterstwie polskiego oręża, uwypuklając przy tym jego rycerskość w stosunku do pokonanego wroga. Ta mitologia chwały polskiego żołnierza sprawia, że niezbyt chętnie przyjmujemy „na klatę” jakąkolwiek krytykę, a nieliczne głosy rozsądku giną w oceanie powszechnego poklasku i narodowego samouwielbienia. Mimo to, udało mi się znaleźć zaledwie kilka polskich stron, które choć trudno nazwać udokumentowanym dowodem zbrodni, to jednak informacje w nich zawarte pokazują, że wbrew powszechnemu w naszym kraju wizerunkowi”szlachetnego żołnierza polskiego”, również i Polacy niejedno mają na swoich sumieniach.

 

Tragiczny los jeńców bolszewickich

Na przykład, na stronie internetowej tygodnika „Neewsweek” natrafiłem na wywiad z rosyjskim historykiem, Jarosławem Butakowem, który twierdzi, że w okresie 1920-1921, w polskich obozach jenieckich zmarło z wycieńczenia i głodu ok. 45 tysięcy radzieckich jeńców wojennych.  Jego zdaniem, za śmierć tych jeńców odpowiadają polskie władze, chociaż one same – przynajmniej oficjalnie – mogły nie wydać rozkazu unicestwienia przetrzymywanych żołnierzy radzieckich. Ów historyk twierdzi, że z tragicznego losu jeńców doskonale zdawali sobie sprawę ci, którzy sprawowali nad nimi bezpośredni nadzór, a mimo to nie uczyniono nic, żeby ulżyć ich niedoli. Za główną przyczynę takiego stanu rzeczy Matwiejew uznaje powszechną w Polsce rusofobię, mającą swoje korzenie nie tylko z dopiero co zakończonej wojnie polsko-bolszewickiej, ale będącej wynikiem wielu lat dominacji rosyjskiej na części terytorium Rzeczypospolitej.

Jeśli chodzi o liczby jeńców Armii Czerwonej, którzy zmarli w polskich obozach jenieckich, to te różnią się dość znacząco między sobą. Według polskiego historyka, prof. Zbigniewa Karpusa, liczba ta była nie większa, niż 18 tysięcy zmarłych, co z całą pewnością jest liczbą zaniżoną. Z kolei historyk rosyjski, prof. Matwiejew, podaje ich liczbę na 156 tysięcy, co oczywiście jest liczbą zdecydowanie zawyżoną. Generalnie rzecz biorąc, strona polska ocenia, że w ciągu trzech lat w polskiej niewoli zmarło 16–18 tys. jeńców sowieckich – 8 tys. w Strzałkowie, 2 tys. w Tucholi i 6–8 tys. w innych obozach. Co by na ten temat nie mówić, bezspornym faktem wydaje się to, że w polskich obozach jenieckich rzeczywiście zginęło od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy wziętych do niewoli żołnierzy bolszewickich, co na pewno chwały nikomu nie przynosi.

jency

Jeńcy bolszewiccy, wzięci do niewoli podczas Bitwy o Warszawę. Fot. PAP/CAF

Mniej kontrowersji, jeśli chodzi o liczbę zabitych, przynosi inna tragedia tamtej wojny. 22 sierpnia 1920 roku, dowódca 5 Armii Polskiej, gen. Władysław Sikorski, wydał odezwę do żołnierzy rosyjskich 3 Korpusu Kawalerii, ostrzegając ich, że „każdy przyłapany na rabunku czy walce z bezbronną ludnością będzie na miejscu rozstrzelany”. Słowa te znalazły swoje urzeczywistnienie 24 sierpnia pod Mławą, gdzie rozstrzelano 200 czerwonoarmistów 3 Korpusu Kawalerii, którym podobno udowodniono wymordowanie kompanii z 49 Pułku Piechoty, wziętej do niewoli przez Rosjan dwa dni wcześniej. Choć daleki jestem od tego, by bronić mających na swoim koncie niejedno przestępstwo wojenne żołnierzy Armii Czerwonej, to jednak zastanawiać musi to, czy w warunkach toczącej się wojny było możliwe udowodnienie 200 żołnierzom bolszewickim, dokonanych rzekomo przez nich mordów  – i to w ciągu zaledwie dwóch dni – skoro w czasie pokoju niejednokrotnie udowodnienie jednej osobie dokonania przez nią jakiegoś przestępstwa wymaga długiego i żmudnego śledztwa oraz procesu sądowego.

 

Zbrodnie Armii Krajowej

Wielu z nas słyszało o Wołyniu i dokonywanych na jego terenie mordach polskiej ludności cywilnej przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). Okazuje się jednak, że polskie podziemie zbrojne nie pozostawało Ukraińcom dłużne. W efekcie rozpętała się spirala zbrodni, w której jedni brali odwet za zbrodnie drugich – i na odwrót.

1, 2 i 3 grudnia 1945 roku miały miejsce akcje pacyfikacyjne wsi Pawłokoma, zamieszkiwanej przez ok. 570 Ukraińców i ok. 366 Polaków. W jej efekcie oddziały Armii Krajowej, biorące udział w akcji, zamordowały według różnych źródeł – od 80 do 500 mężczyzn, kobiet i dzieci. Przy czym zgodnie z panującą w takich sytuacjach tendencją – strona polska mówi o 80 zamordowanych, a strona ukraińska – o 500 zabitych.

Jeszcze bardziej ponuro przedstawia się bilans ofiar rzezi dokonanej przez Polaków w miejscowości Sahryń. Zbrodnia została popełniona przez polskie oddziały partyzanckie (Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich) na ukraińskiej ludności Sahrynia 10 marca 1944 roku, której – zdaniem polskich historyków z IPN – ofiarą padło od 150 do 300 osób. Z kolei inny polski historyk, Marek Jasiak, pisze o 700 ofiarach. Historycy ukraińscy podają różne liczby ofiar – od zbliżonej do polskich szacunków liczby 200 zabitych, poprzez liczbę 600–800 ofiar, aż do 1240 osób.

Pomnik_ofiar_zbrodni_3_marca_1945_w_Pawłokomie

Pomnik ofiar zbrodni z 3 marca 1945 w Pawłokomie.

 

23 czerwca 1944 roku, 5 Brygada AK zaatakowała zamieszkiwaną w większości przez Litwinów wieś Dubinki i zamordowała 27 mieszkańców tej miejscowości. Ofiarami mordu były kobiety i dzieci, będące członkami rodzin litewskich policjantów, którzy kilka dni wcześniej brali udział w podobnej akcji pacyfikacyjnej, skierowanej przeciwko polskim mieszkańcom miejscowości Glinciszki, w której również zginęły kobiety i dzieci. Co ciekawe, akcja Litwinów była z kolei rewanżem za śmierć czterech członków litewskiej policji, ktorzy zginęli w czasie potyczki ze wspomnianą 5 Brygadą AK. Cały ten łańcuszek powiązanych ze sobą tragicznych wydarzeń,  jest więc klasycznym przykładem na potwierdzenie tezy, że przemoc zawsze rodzi przemoc.

11 kwietnia 1945 roku oddziały poakowskie wraz z grupą BCh dokonały rzezi 100 ukraińskich mieszkańców wsi Bachów. W masakrze brali też udział polscy chłopi z okolicznych wiosek.  Jakby tego było mało, tego samego dnia w/w oddziały wymordowały Ukraińców w miejscowościach Sufczyna (26 osób) oraz Brzuska (ok. 180 osób).  Ofiarami ponownie padły kobiety i dzieci, a także greckokatolicki duchowny. Ci, którzy ocaleli z masakry zostali deportowani na radziecką Ukrainę.

 

Polskie szwadrony śmierci

szwadrony

Zdjęcie, o którym wspomina autor strony www.historyk.republika.pl

Odrębna wzmianka należy się stosunkowo mało znanej w naszym społeczeństwie, polskiej formacji wojskowej, opatrzonej  oficjalną nazwą Pułk Huzarów Śmierci. Co to za jednostka? Mówiąc w skrócie, był to elitarny oddział polskiej kawalerii, uformowany w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. Na jego czele stał porucznik Józef Siła-Nowicki. Huzarzy Śmierci mieli swój olbrzymi wkład w zwycięstwo nad Armią Czerwoną. Cechowała ich niespotykana odwaga i determinacja. Według niektórych źródeł, żołnierze tej jednostki brali udział w zabijaniu jeńców radzieckich. Jeden z pasjonatów historii na temat Huzarów Śmierci napisał na swojej stronie: „Huzarzy Śmierci dokonywali licznych mordów na jeńcach sowieckich i ukraińskich (prawdopodobnie to oni wymordowali wziętą do niewoli konnicę Budionnego). Biorąc pod uwagę ówczesne realia i wydarzenia, które miały miejsce, zarówno po stronie rosyjskiej, jak i polskiej czy ukraińskiej, nie jest to jednak niczym szczególnym. Zastanawia natomiast brak jakiejkolwiek informacji na temat Huzarów Śmierci w najpoważniejszych nawet opracowaniach tamtego okresu. Kilku profesorów, zapytanych przeze mnie o tę formację, twierdziło, że nigdy o niej nie słyszeli. Jeszcze większe zdumienie okazywali na widok zdjęcia.” (Źródło: Tajemnice historii)

Poza tym, należy też odnotować fakt, że członkowie Huzarów stali się negatywnymi bohaterami po skierowaniu na Litwę, gdzie w trakcie kilku miesięcy bezczynności zasłynęli przede wszystkim ze swawoli,  wszczynania bijatyk z żołnierzami z innych oddziałów, a nawet grabieży mienia ludności cywilnej.  Na uwagę zasługuje też herb oddziału: czarny krzyż z trupią główką, który budzi jednoznaczne skojarzenia z o wiele bardziej znanymi, bardzo podobnymi emblematami, jakimi posługiwały się formacje wojskowe późniejszych najeźdźców – hitlerowskich Niemiec. O ile nie do końca jest jasny rodowód symbolu Huzarów Śmierci, o tyle pewne jest to, że ich nazwa nawiązywała do pruskich Huzarów Śmierci z roku 1870.

 

LEAD Technologies Inc. V1.01

Krótkie podsumowanie

Reasumując, Polacy nie byli i nie są wolni od winy krwi, jeśli chodzi o zbrodnie wojenne. Niczym się pod tym względem nie różnią od przedstawicieli innych nacji. Można jedynie się zgodzić co do tego, że skala tych zbrodni była mniejsza od tych popełnianych przez III-Rzeszę czy ZSRR. Działania wojenne mają jednak to do siebie, że w czasie ich trwania mało kto zastanawia się nad tym, czy jego działanie jest zbrodnią czy nią nie jest. Zwłaszcza wtedy, kiedy o ich popełnieniu decydują emocje, takie jak żądza odwetu. Jeszcze innym powodem, dla którego bardzo często w takich sytuacjach puszczają hamulce, jest przekonanie co do słuszności i jakże modnej w świecie zasady: „cel uświęca środki”. Inną przyczyną jest – święty w każdej armii świata – rozkaz. W takiej sytuacji, nawet jeśli żołnierz ma skrupuły co do wykonania polecenia rozstrzelania cywilów czy spalenia jakiegoś budynku ze znajdującymi się w środku ludźmi – może on swoje sumienie załagodzić stwierdzeniem: „wykonywałem jedynie rozkaz”.

Oczywiście, zawsze można mieć wątpliwości co do pochodzenia informacji na temat zbrodni polskiego żołnierza. Pojawiają się zarzuty o propagowanie niepotwierdzonych informacji, np. o domniemanym rozstrzeliwaniu kawalerzystów Budionnego przez żołnierzy z Pułku Huzarów Śmierci. Z drugiej strony, można by się zastanawiać nad tym, ile podobnych, ale przy tym prawdziwych informacji nigdy nie ujrzało światła dziennego. albo nie znamy szczegółów owych mordów, dokonanych przez polskich żołnierzy. Wiele kontrowersji w Polsce wzbudza na przykład informacja o domniemanym rozstrzelaniu wziętych do niewoli w czasie bitwy nad Bzurą Niemców, czy też wymordowaniu po zajęciu Monte Cassino polskie oddziały, rannych żołnierzy niemieckich, znajdujących się w miejscowym szpitalu. Niezależnie od tego jak było naprawdę, warto też przypominać o tym, że polscy żołnierze nie są aniołkami i z całą pewnością niejedną zbrodnię mają na swoim koncie.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Free WordPress Themes - Download High-quality Templates